Zespół Szkół Nr 2 im. 9. PSK w Grajewie

z1
z10
z2
z3
z4
z5
z6
z7
z8
z9

Z pamiętnika Justyny Akus – wolontariuszki

Zróbmy tak, aby wykorzystać nasz czas dobrze i dać coś z siebie innym, bo przecież „szczęście to jedyna rzecz, która się mnoży, gdy się ją dzieli".

29.06.2009 – Półkolonie. „Żyj z całych sił i uśmiechaj się do ludzi"

Pierwszy dzień grajewskich półkolonii. Zostałam animatorem. Nie po raz pierwszy..., a jednak jestem jakoś szczególnie podekscytowana faktem udziału w tym przedsięwzięciu. Moja grupa składa się z chłopców w wieku 7-8 lat.Wyglądają na nieśmiałych, ale ich rodzice wspominali coś o „ziółkach". Czuję, że udział w takich półkoloniach może zaważyć na mojej przyszłości... Ba! Może nawet wpłynie na moje relacje z własnymi pociechami, które, mam nadzieję posiadać w przyszłości. Nie mogę doczekać się jutrzejszego dnia! A dziś? Dziś już wiem – za rok też tu będę.


09.12.2010 – Zbiórka żywności. „Nawet jeżeli pociechy udziela niebo, to pomocy oczekuje się od ludzi"

Kolejny raz udało się nam zebrać ponad 3 tony(!) żywności dla potrzebujących z naszego regionu, a nie było łatwo... Spotykaliśmy się nawet z, adresowanymi do nas, określeniami typu „złodzieje". Ze skrajnymi emocjami radziliśmy sobie wówczas różnie, jak kto potrafił, często przyjmując „policzek" z uśmiechem – przecież to ważne zadanie trzeba wykonać! Cieszy mnie jednak, że w mniemaniu większości społeczeństwa taka praca na rzecz innych ma sens. Bardzo mile wspominam Pana, który zrobił pełen kosz zakupów, a następnie wszystko nam oddał. Nie wiedzieliśmy, jak mu się odwdzięczyć. I z takimi emocjami też trzeba umieć sobie poradzić... Uważam, że dziś, wraz z 50 innymi wolontariuszami, wykonałam „kawał dobrej roboty", a smutek, złość, radość, to przecież samo życie, w którym trzeba realizować kolejne cele i podnosić sobie poprzeczkę. Następna zbiórka żywności nie dalej niż za rok – zbierzemy więcej.
15.12.2010 – „Życie nie tylko po to jest, by brać..."


Wydawałoby się, że będzie to zwykły dzień – śniadanie, szkoła, dom. Telefon. Zadzwonili do mnie znajomi z pytaniem, czy nie pomogłabym dostarczyć paczek z żywnością. Ucieszyłam się, że pomyśleli właśnie o mnie. Ludzie, którzy otwierali drzwi byli bardzo zaskoczeni prezentem. Dziękowali mi i pozostałym wolontariuszom, twierdząc, że te paczki pomogą im godnie przeżyć nie tylko Wigilię, ale i całe święta. Widziałam w ich oczach szczęście. Zdawałam sobie sprawę z tego, że Ci ludzie potrzebują takiej pomocy nie tylko przed świętami... Zrodziła się we mnie myśl, że gdy będę starsza, założę fundację, która będzie starała się dotrzeć do potrzebujących rodzin kilka razy w roku. To przyszłość. Może nawet daleka, a teraźniejszość? To ta mała kropla... radości, którą przelaliśmy w serca ludzi. To nie był zwykły dzień.

25.01.2011 – Zimowisko. „Dobro, które czynisz powraca"

Dzień drugi zimowiska. Wygląda bardzo podobnie jak półkolonie, tylko sceneria zmieniła się z letniej na zimową. Byliśmy na lodowisku w Białymstoku. Bałam się o najmłodsze dziewczynki z mojej grupy i choć zapewniały, że sobie poradzą, to jednak chciałam trzymać rękę na pulsie. Jak się potem okazało – bardzo słusznie. Problemem stała się nie tyle jazda na łyżwach, ale faza wstępna – samo nakładanie sprzętu a przede wszystkim przełamywanie strachu przed wejściem na taflę lodu. Zaproponowałam, żeby spróbowały i nie martwiły się, gdyż ja będę przy nich cały czas. Musiałam „tupać" z każdą i tłumaczyć cierpliwie, często od początku, choć zmęczenie dawało się już dobrze we znaki. Później one pomagały sobie nawzajem. Upadków nie zabrakło, byłyśmy jednak bardzo zadowolone z „jazdy" i dumne z siebie. Doświadczyłyśmy odczucia, że na rzecz drugiego człowieka warto odmówić sobie nawet największej przyjemności. Świadomość, że było się dla kogoś prawdziwym oparciem, daje znacznie większą satysfakcję.

06.07.2011 – Obóz Baliki. „Szczęściem jednego człowieka jest drugi człowiek"

Po Mszy mieliśmy dwa „bojowe" zadania do wykonania. Pierwsze to nakręcenie filmu, a drugie to organizacja spływu kajakowego. Pomyślałam, że film to pestka, jednak kajaki mnie przerażały. Nie potrafiłam pływać i bardzo się bałam, a przecież miałam być przykładem dla obozowiczów. Było to dla mnie duże wyzwanie – przełamać swój strach i zachęcić innych, by też to zrobili. Po długich próbach udało się, a dzieciaki były zachwycone! Odniosłam prawdziwy sukces. Gdy wróciliśmy do domków, postanowiłam zadzwonić do swoich rodziców, za którymi bardzo się stęskniłam. Rozmowę z nimi usłyszała jedna z moich podopiecznych. Przyszła do mnie i zaczęła opowiadać o tym, jak bardzo chciałaby mieć dom, rodzinę i brata. Mówiła, że czuje się dobrze w ośrodku, że wychowawcy są mili, ale brakuje jej czegoś, co mam ja i dzieci z jej szkoły. Nie wiedziałam, co jej odpowiedzieć, więc po prostu przytuliłam ją i wyszeptałam, że na tym świecie ona też jest bardzo potrzebna i żeby uwierzyła w siebie. Po tej rozmowie jeszcze bardziej doceniłam, to czym obdarzył mnie los. Zadzwoniłam ponownie do domu i powiedziałam bliskim, jak bardzo ich wszystkich kocham i dziękuje za to, że są zawsze ze mną. Myślę, że dzień ten stał się dla mnie pewnym przełomem – osobistym zwycięstwem i lekcją pokory. Pokory wobec przyrody, pokory wobec życia...

08.07.2011 – Baliki. „Każde pokolenie ma własny czas"

Na jeden dzień mieliśmy stać się Kolumbami. Każda grupa dostała mapę, na której znajdowała się droga do skarbu! Wraz z Sylwią starałam się, aby to dziewczyny z naszej grupy były przewodniczkami. Niestety, trochę pobłądziłyśmy. Nie wpadłyśmy jednak w panikę, a dzięki spokojowi i wytrwałości, wyszłyśmy z tego obronną ręką. Każda grupa dotarła do skarbu, jakim była wielka skrzynia, w której znajdowały się breloczki z napisem „Nie wstydzę się Jezusa." Ta pamiątka już zawsze będzie mi przypominała o tym, że by dotrzeć do czegoś ważnego i cennego, trzeba czasem zaufać drugiemu człowiekowi. Można „upadać", ale trzeba umieć podnieść się i iść dalej, a razem znacznie łatwiej pokonywać zwątpienie i trudy wędrówki. Wieczorem postanowiono, że odbędzie się konkurs „MAM TALENT", a potem dyskoteka. W rywalizacji udział wzięli chłopcy, którzy byli niepełnosprawni. Jeden mimo tego, że nie potrafił czytać, znał wszystkie teksty piosenek disco polo. Drugi zaśpiewał piosenkę „Pokolenie" zespołu Kombi a jego występ wzbudził taki aplauz, że w oczach widzów pojawiły się łzy. Na co dzień często wykluczani z życia codziennego, spychani przez społeczeństwo na boczny tor... Teraz zaufali grupie i dali siebie innym, sprawiając, że wszyscy czuli się ze sobą dobrze. Byli zwycięzcami – znaleźli swój czas. To był nasz wspólny czas.


10.08.2011 – Festyn rodzinny tuż, tuż. „Pomyślmy o niesieniu pomocy innym"

Znaleźć ludzi dobrej woli, którzy pomogą nam w zorganizowaniu festynu rodzinnego! Zdobyć pieniądze na wyprawki dla dzieci z rodzin potrzebujących! Pozyskaliśmy sponsorów, dostaliśmy zabawki i przygotowaliśmy karnety na loterie, kiermasze, licytacje. Dzisiejsze doświadczenia nauczyły mnie przełamywania wstydu i nieśmiałości. Wizja walki o słuszną sprawę dodaje odwagi i pomaga w pokonywaniu słabości. Gdy tylko wróciliśmy z naszych „podbojów", zaczęliśmy próby pantomimy, którą mamy przedstawiać na festynie. Myślę, że spodoba się ona naszej publiczności ...i dlatego wciąż walczę.

16.08.2011 – „Człowiek jest wielki nie przez to, co posiada, lecz przez to, kim jest; nie przez to, co ma, lecz przez to, czym dzieli się z innymi"

Dzień pełen wrażeń, zmęczenia i łez. I jedno pytanie w głowie: czy damy radę? Festyn rozpoczynał się o godzinie 13.00. Zaczęliśmy więc z samego rana – na placu pojawiły się stragany, scena i inne atrakcje. Przybyło wielu mieszkańców z regionu, wiele rodzin. Dzieci największą sympatią obdarzyły dmuchane miasteczko i loterię, natomiast dorośli zainteresowali się kiermaszami ze swojskimi wyrobami oraz licytacją. Wesołe igraszki miała przerwać nasza pantomima. Na szczęście ani dla jednych, ani dla drugich nie byliśmy obojętni – wręcz przeciwnie. Z jednej strony - o to właśnie chodziło, by zainteresować jak największą publiczność tematyką walki dobra ze złem. Z drugiej strony – zawsze to większe wyzwanie, większa odpowiedzialność... Podczas występu daliśmy z siebie wszystko. Widzowie chyba to zauważyli i docenili, gdyż nagrodzili nas gromkimi brawami, a niektórzy dyskretnie ocierali łzy. Sami z trudem opanowaliśmy wzruszenie, by móc dalej poprowadzić akcję. Całość festynu zamykał koncert zespołu KOZANOSTRA, na którym wspólnie bawili się mali i duzi, biedni i bogaci, potrzebujący pomocy i ci, którzy tę pomoc ofiarowują. Ten dzień był dla wszystkich wyjątkowo pracowity i zakończył się bardzo późno. Osobiście nie przypominam sobie innego, 
w którym byłam jednocześnie tak zmęczona i tak szczęśliwa.

09.09.2011 – Spotkanie z dzieciakami. „Tylko życie poświęcone innym warte jest przeżycia"

Piątek. Podobnie jak w ubiegłym roku szkolnym, po przerwie wakacyjnej rozpoczęliśmy piątkowe spotkania z dziećmi. Trwają tylko godzinę, a dają mi energię na cały tydzień. Dzieci przychodzą do nas ze swoimi problemami, ale chcą również z nami pobawić się, porysować, czy też nauczyć się czegoś nowego. Umożliwia im to oderwanie się od szarej rzeczywistości. Dziś, gdy przytuliłam Kasię powiedziała mi, że mnie lubi i cieszy się, że jestem. Być może dla niektórych to banalne, ale dla mnie, osoby, która piątkowe popołudnie mogłaby spędzić ze znajomymi w pizzerii, a woli poznać kolejną Kasię, czy Piotrusia – jest to bardzo ważne. Za tydzień w piątek wielki bal karnawałowy! Za dwa piątki, jak mówi Piotruś – kulig. Za trzy... hmm... chyba odkryliśmy nową jednostkę pomiaru? Czasu? Energii? A może czegoś zupełnie innego...

PS Myślę, że ludzie, którym pomagamy, mogą dać nam jeszcze więcej, niż my im. Dzięki nim nauczyłam się doceniać małe rzeczy, których na co dzień nie dostrzegamy, gdyż są zbyt oczywiste. Często taka praca wymaga od nas wielu wyrzeczeń, siły woli i nowych umiejętności. Wiem jednak, że warto się starać, warto być silną, bo kiedyś to wszystko zaowocuje. Działalności w wolontariacie nie zakończyłam, wręcz przeciwnie wiążę z nią swoją przyszłość. A.

Facebook